Sądziłam, że ten post nie będzie o seksie. Że opowiem Wam o ciekawym, nowym użyciu CLEANERA - sprayu do gadżetów erotycznych, który świetnie sprawdza się na wakacjach. Jednak nie da się nie mówić o kwestiach higieny osobistej, nie wchodząc w obszary związane z seksem - zwłaszcza podczas wyjazdów wakacyjnych.

 

Lubię jeździć w rozmaite, również egzotyczne miejsca. Chętnie spędzam czas i ładuję baterie w ciepłych rejonach niedalekich zasięgów. Niestety, równie mocno nie lubię konfrontacji z różnego typu toaletami publicznymi.

Mimo, że wydają się być na pierwszy rzut oka czyste, są odwiedzane w czasie wakacji przez takie ilości ludzi, że trudno mówić o całkowitym bezpieczeństwie korzystania z tychże. Śnieżnobiałe kafelki, błyszcząca muszla w środku i pachnąca choineczka próbują przekonać mnie, że mogę się czuć swobodnie. Nie ma znaczenia, czy to hotel, stacja benzynowa na trasie czy wychodek przy plaży (choć te trzeba przyznać, zwykle są najszkaradniejsze i oszukują "najmniej"). Kiedy jednak się im przyglądam i widzę zasuszone plamki moczu i wody z samego dna muszli klozetowej - nie tylko na ścianie, podłodze, ale też desce sedesowej, wpadam w lekką panikę.

Ja wiem, że wielu z Was zapewne powie mi, że całkiem niesłusznie. I być może nie jest tak, że zakażamy się zawsze. Ale ryzyko istnieje cały czas. Są rzeczy, których nie warto ryzykować. Np zdrowia.

Czy wiecie, jakich chorób można się nabawić zakażając się w publicznej toalecie, nie myjąc rąk?
Źle umyte dłonie, po kontakcie z urządzeniami w toaletach publicznych, są źródłem mikrobów powodujących m.in. wirusowe zapalenie wątroby typu A, owsicę, giardiozę tasiemczycę, toksokarozę. Na brudnych rękach z łatwością można przenosić bakterię tj. E. coli, Salmonellę, gronkowca, rotawirusy.

Paradoksalnie największe zło w takich miejscach czai się nie na desce klozetowej, lecz na klamkach, wszelkich uchwytach i na podłodze. Tak najłatwiej zarazić się np. grypą. Sporym zagrożeniem jest również pryskająca z muszli woda. To potencjalne siedlisko bakterii zawartych w moczu.

Z pewnością pomyślicie, że przecież Wy myjecie ręce, więc nie ma problemu. Ale czy jesteście pewni, że każdy myje? Każdy kto wychodzi może dotknąć klamki zamykającej toaletę. Również osoby, które nie myły rąk. A kto myje i odkaża klamki które znajdują się POZA TOALETĄ I ŁAZIENKĄ? Czy inni myją dłonie tak dokładnie jak ja? Nie wiem!! I ta niewiedza powinna zatrzymać każdego z nas.

 

 

Seks o dziwo, ma z tym wiele wspólnego. Takimi dłońmi jemy później kanapkę kupioną na stacji, czy od razu ładujemy się do partnerki/partnera w łóżku pokoju hotelowego. Całujemy się, liżemy nawzajem i narażamy osobę, z którą uprawiamy seks. Naturalnie ta osoba nas też naraża, jeśli korzysta z publicznych toalet czy łazienek. O konsekwencjach zakażeniami tego typu nie sposób rozmawiać beztrosko. A przecież w lecie kochamy beztroskę.

 

CLEANER - NAJLEPSZE REMEDIUM NA BEZTROSKĘ

Lato, to czas, kiedy nie chcę myśleć o problemach. Dlatego ja zabieram ze sobą na wakacje ZAWSZE spray do czyszczenia gadżetów erotycznych. CLEANER mieści się łatwo w każdym bagażu podręcznym. Po pierwszym przetarciu na sucho (papierem lub chusteczką higieniczną) spryskuję rzecz/przestrzeń, którą chcę mieć czystą, odczekuję chwilę, po czym wycieram całość do sucha.


Sprayu używam też po wyjściu z toalety na swoich dłoniach. Wiem wtedy, że nie narażam siebie ani partnera na nieprzyjemne konsekwencje pozornie niewinnej wizyty w publicznej łazience.

CLEANER jest łagodny dla śluzówki. Nie podrażnia, nie uczula. Nie jest nieprzyjemny, nawet jeśli znajdzie się między nami podczas seksu. Ma jednak działanie antybakteryjne, antygrzybiczne i dobrze czyści traktowane powierzchnie. Nie jest wielkości butli domestosa, jednak na potrzeby osobiste i te kilka psiknięć stanowczo wystarczy na wakacyjny wyjazd. 

Warto dbać o siebie nie tylko podczas wakacji. Choć podczas wakacji warto być czujniejszym i czulszym, jeśli chodzi o troskę o siebie i partnera. Miłego wyjazdu bez brudnych rąk!